Przyszło mi na myśl napisać dziś może trochę więcej o Rumunach w sensie kulturowym i behawioralnym.
A właściwie nie tyle co przyszło na myśl, co zostało sprowokowane dyskusją na Facebooku odnośnie mojego poprzedniego posta (btw pozdrawiam Krzysztofa).
Muszę przyznać, nie bez satysfakcji, że Rumunii to naród bardzo otwarty, przyjazny, zarówno wobec samych siebie jak i obcokrajowców. Nawet jak momentami słucha się "biurowych plotek" to odbywa się to wszystko bez tonu "zawiści", czy "mściwej satysfakcji", tak charakterystycznego na przykład dla nas Polaków. Przykre, ale trzeba niestety mieć trochę dystansu i przyznać, że cieszymy się jak innym dzieje się krzywda, czy przytrafiają niepowodzenia. Zarówno w pracy, na ulicy i we wszystkich innych miejscach publicznych, obserwuje i spotykam się w większości przypadków z pozytywnymi zachowaniami. Ludzie tutaj, jak tylko orientują się że mają do czynienia z obcokrajowcem, wykazują ogromną chęć niesienia pomocy, zahaczającą momentami nawet o nadgorliwość. W sklepie ekspedientki przy wydawaniu reszty, żeby upewnić klienta że pieniądze zostały właściwie wydane, pokazują praktycznie każdy nominał z osobna, machając przed samymi oczami. Często wykorzystują do tego celu wszelkie dostępne narzędzia, które maja pod ręką: kwota na paragonie z kasy fiskalnej jest za pomocą kartki papieru lub kalkulatora odejmowana od banknotu, który wręczam i łopatologicznie, prawie jak niedorozwiniętej siedmiolatce, jest przekazywany banknot po banknocie, z podkreśleniem jego wartości. Trochę to śmieszne ale z drugiej strony bardzo miłe, że troszczą się o to by ktoś nie pomyślał, że został oszukany. Ogólnie też chciałam dodać, że w przeciwieństwie do nas to nie jest naród, który ma skłonności do oszukiwania siebie wzajemnie. Ani taksówkarze, którzy grzecznie i zawsze włączają liczniki, ani w sklepach, czy zakładach usługowych, gdzie zwyczajnie wyciągają cennik i machają mi nim przed nosem, nikomu nie przychodzi na myśl próba "naciągnięcia" obcokrajowca. To zdrowy, cywilizowany objaw, czego nie zawsze można powiedzieć myśląc o naszej ojczyźnie. Jedynym przypadkiem, w którym Rumunii nie mają skrupułów przed małym oszustwem jest "okradanie" własnego państwa, na przykład próbując omijać podatki, pracując na czarno, lub nie deklarując dodatkowych dochodów. Ale myślę, że w tym przypadku nie są odosobnieni...
Nawet jak obserwuje się samych Rumunów na ulicach, czy w lokalach, to widać na pierwszy rzut oka że są bardziej radośni, przyjaźniej nastawieni do życia, do siebie i do innych. Niewiele osób przejdzie obojętnie wobec żebrzącej na ulicy staruszki, czy grającego dziadka. Zarówno starsi jak i młodsi coś zawsze wrzucą do skrzynki. A w Polsce niestety na tym polu panuje znieczulica. Naturalnie jest to również spowodowane u nas przypadkami "wyłudzenia" jałmużny przez osoby dobrze sytuowane podszywające się pod biedotę. Polak potrafi... Tutaj analogicznie nikomu nie przyjdzie do głowy w ten sposób "naciągać" innych, więc jeśli ktoś żebrze to rzeczywiście jest zmuszony sytuacją życiową.
Jak wspomniałam na początku, są zawsze pełni gotowości niesienia pomocy, co niejednokrotnie wygląda osobliwie szczególnie wśród takich, którzy nie mówią po angielsku i za pomocą rąk, kartek papieru i wszystkiego co się tylko da, starają się za wszelka cenę, nie tylko udzielić wskazówek, czy pomocy, ale i upewnić się czy aby na pewno wszystko załapałam. I dopóki jak papuga nie powtórzę kilku "kluczowych" słów, które są mi przekazywane, nie pozwolą mi pójść dalej. Ja dla świętego spokoju powtarzam, nie wiedząc absolutnie co mówię, ale sądząc po zadowoleniu na twarzach rozmówców taktyka zdaje egzamin, a oni są upewnieni że mi pomogli. No chyba że preparują dla mnie zdania typu "jestem upośledzoną debilką" wtedy rzeczywiście mogą śmiać się w duchu ze zidiociałej Polki, ale o taką podłość ich nie podejrzewam:). Przykładowo dzisiaj kupowałam Gripex w aptece. Pani oczywiście czuła się w obowiązku, bo ja przecież nie wiem co kupuje, bardzo szczegółowo opisać mi zarówno działanie, dawkowanie, wskazania używania leku i upewniała się kilkakrotnie czy ja rozumiem. Naturalnie zapewniłam, że rozumiem, ale na wszelki wypadek posunęła się do tego, że na pudełku napisała mi "3x dziennie" na okoliczności gdybym się chciała zaćpać Gripexem...
Dla odmiany Ci, którzy mówią po angielsku, odczuwają wewnętrzną, patriotyczną potrzebę ucięcia kilkuminutowej gadki. Nieistotne, czy kupuje przykładowo banany w pobliskim sklepie, czy zwyczajnie pytam o drogę, lub akurat robię zdjęcie jakiegoś budynku - trzeba być miłym i wykazać zainteresowanie "skąd", "dokąd", "jak długo", po co". Jak w drugim zdaniu się dowiadują że jestem z Polski, to przechodzimy do serii quizowej i zostaje zarzucona gradem nazwisk "znanych" Polaków. Muszę tutaj dodać, że Rumunii to kraj podobnie jak my dość mocno zaangażowany w piłkę nożną, zatem najczęściej padają nazwiska piłkarzy. Tak myślę przynajmniej... Jak tylko słyszę, absolutnie z niczym nie kojarzące mi się się nazwisko "wielkiego Polaka" automatycznie odpowiadam "fejmos futbol plejer" i wnioskując po wykwicie uśmiechu na twarzy rozmówcy, celność mam 100%:). Ja przecież jestem wielką fanką footballu znająca wszystkie statystyki rozgrywek od kilkudziesięciu lat... Ewentualnie wspominają Kubice - ale to akurat łatwe:)
Rumunii również bardzo lubią wychodzić z domu i korzystać z zaplecza gastronomicznego i rozrywkowego. Zarówno młodsze, jak i nieco starsze pokolenie wieczorami wychodzi do restauracji, barów, pubów. W Bukareszcie odbywa się mnóstwo koncertów, eventów również w środku tygodnia, nie ma więc najmniejszego problemu żeby znaleźć coś dla siebie. Kluby też są otwarte cały tydzień - oczywiście najlepsze imprezy rozpoczynają się od czwartku i weekend ale jak ktoś odczuwa potrzebę wypadu w środku tygodnia to też ma spory wybór. Trzeba powiedzieć że prześcigają się wzajemnie w pomysłach na przyciągnięcie gości organizując wiele bardzo zróżnicowanych tematycznie i muzycznie imprez. A porównując ilość otrzymywanych zaproszeń na Facebooku do tych, które otrzymuje z polskich (a też ich jest niemało) naprawdę jest tu w czym wybierać. Rumunii zwyczajnie uwielbiają się bawić i mogę śmiało powiedzieć, że tak typowe dla nas lanserstwo i pozerstwo w klubach tutaj raczej nie ma miejsca. Naturalnie korzystają z dobrodziejstw ciuchów z "metkami" oraz modnych luksusowych miejsc, w których trzeba być ale robią to z czysto hedonistycznych pobudek, a nie dla przyczyny że trzeba się pokazać...
Na zakończenie, żeby nie było tak cudownie i sielankowo to powiem że mają jednak mała skazę na charakterze:) Głównie dotyczy ona ludności cygańskiej, czy żeby być poprawną politycznie romskiej. Z resztą Rumunii też w 99% używają określenia "gypsy" i to z lekko lekceważącym zabarwieniem. Mimo, że wprost tego nie mówią ale "ludność romska" jest zadrą tutaj sporą i słychać w rozmowach sporą niechęć. Powiem, że cyganie w Bukareszcie głównie zajmują dwie dzielnice i mają coś na kształt "getta" a Rumunii jak nie mają takiej potrzeby starają się nie zapuszczać na tamte tereny. Da się również wyczuć rozżalenie, z przyczyny, że część ulic i kamienic Starego Miasta zajmowana jest wyłącznie przez Romów i dla Rumunów stanowi to wyraźny powód do wstydu. Z resztą pokazywałam kiedyś zdjęcia, jak śledzicie na bieżąco to widać jak to wygląda. No i chyba największa drzazga, która w nich tkwi jest taka, że bardzo często zachód utożsamia Rumunów z Romami traktując ich jak jeden naród, którym nie są i nie chcą być.
Dobra kończę żeby nie przynudzać. I tak dzisiaj popłynęłam...
Mały bonusik na zakończenie - tylko wyłączcie emocje
W Rumunii podatek dochodowy jest podatkiem liniowym i wynosi 16%. Życie jednak nie jest sprawiedliwe...