...już się napatrzyłam, nadotykałam, przesiąkłam i mam dość!!
Może trochę emocjonalnie do tego podchodzę ale mam powód i to niebanalny. W Bukareszcie strajkuje metro. I na wstępie chciałam zdementować, gdyby niektórzy zapędzili się w swoich daleko posuniętych wnioskach na podobieństwo Grzegorza (pozdrawiam gorąco), że strajk nie odbywa się jednak pod hasłem "dopóki ona kicha to my nie jeździmy". Strajk ma na celu wymuszenie podwyżek o proszę http://wiadomosci.onet.pl/2079903,11,strajk_w_metrze__paraliz_2-milionowej_stolicy,item.html
I mogę z czystym sumieniem dodać że z tym "paraliżem" to nie przesadzili tym razem. Metro nie kursowało między 5 rano a 16 wcale i Bukareszt dosłownie stanął. Konkurencyjna firma przewozowa RATB czyli autobusy, tramwaje chcąc zrobić dobrze mieszkańcom na czas strajku wypuściła kolejnych 200 autobusów. Poza tym, że może owszem część się zmieściła, to i tak niewielkie miało to znaczenie, bo kolejne pojazdy na ulicach doprowadziły do jeszcze większego "zatkania" miasta. Ja rano jak widziałam jakie dantejskie sceny rozgrywają się na przystankach autobusowych doszłam do wniosku że alternatywa piechtobusu będzie jednak rozsądniejszym rozwiązaniem. Na szczęście mam tylko trzy stacje metra do przejścia więc zaledwie 30 minut szybkiego marszu ale większość kolegów dotarła do pracy w okolicach godziny 11. I teraz najlepsza część - mają w planach tak długo strajkować, dopóki ich żądania nie zostaną zrealizowane. Jak tak dalej pójdzie to po powrocie do kraju będę się mogła zmierzyć z Korzeniowskim...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Wychodzi na to, że dzisiaj w nocy przyśnią mi się Twoje umięśnione łydki :)
OdpowiedzUsuń