poniedziałek, 7 grudnia 2009

z powrotem wśród żywych

Przeleżałam cały weekend z grypą w domu, mam nadzieję że nie tą nową, ale wole nie wiedzieć. W piątek ledwie się dowlokłam z pracy do domu uwieszona na rurce w metrze, w pozie pół błagalnej, pół cierpiętniczej i tylko czekałam, aż ktoś podejdzie i wrzuci pieniążek do "czapeczki biednej dzieczynki". Soboty praktycznie nie pamiętam, poza momentami jak na czworakach wlokłam się do łazienki, całą przespałam. Może i dobrze, bo momentami miałam wrażenie że przy każdym kaszlnięciu wypluje płuca. Objawy mogą wskazywać na nową mutacje grypy, kaszel, katar, totalny brak apetytu - od piątku do dzisiaj nie wzięłam nic do buzi w stanie stałym:) tylko płyny. Z tego ostatniego się cieszę bo mam wrażenie że straciłam ze 2-3 kilo:P W każdym razie upewniać się co to było nie będę, podobno ludzie nieśwaidomi żyją dłużej... Kaszel już mi przeszedł, został katar, ale z tym nauczyłam się już żyć. Humor wrócił jak widać do normalnego poziomu i nawet po tym, jak wrzuciułam kilka typowych dla mnie złośliwostek kolegom w pracy, wszyscy zgodnie doszli do wniosku że wracam do formy.

Wczoraj Rumuni wybrali wreszcie nowego-starego prezydenta i chwała im za to, bo przez ostatni tydzień już miałam dość debat politycznych w pracy. Oczywiście teraz są jeszcze bardziej podzieleni niż przed wyborami, tym bardziej że wygrana 50,4 do 49,6 jest dokładnym świadectwem jak bardzo podzielone jest społeczeństwo. Co więcej, z kimkolwiek się nie rozmawiało to w rzeczywistości każdy głosował nie "NA KOGOŚ" tylko "ŻEBY NIE WYGRAŁ TEN DRUGI" z takich czy innych przyczyn. W efekcie urzędujący prezydent rozpoczyna nową kadencję, na zasadzie "mniejsze zło", tudzież "lepszy taki, który nic nie robi niż taki co robi na szkodę". Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć powodzenia na najbliższą pięcioletnią kadencję. Miejmy nadzieje że emocje z czasem opadną.

Z ciekawostek zaczynam powoli rozumieć jak się czuje kość pomiędzy wygłodniałymi psami...
Oszczędzę szczegółów, ale w skrócie mogę powiedzieć że stanęło na tym, że wracam do Rumunii w okolicach marca. Z jednej strony to oczywiście fajnie czuć się potrzebną i docenioną i w pierwszej wersji miałam zwyczajnie zostać dłużej, ale trochę pokombinowałam i na chwilę wracam do mojej ukochanej Polski:) Jaka się ze mnie patriotka zrobiła, hehe. W każdym razie nowy szef i stary szef, choć teraz nie wiadomo który jest który, dogadali się jakoś i na chwilę obecną wracam do Polski na 2 miesiące po czym znów mnie wypożyczą do Drakuli:) Prawie jak handel żywym towarem... Swoją drogą jak przeczytałam w korespondencji, która się o mnie otarła "laurkę" na swój temat, to mnie prawie z butów wyrwało a banan mi nie schodził do późnego popołudnia z twarzy. Co tam banan, półksiężyc co najmniej, do tego niektóre zdania były wyboldowane!!! A tak!! się pochwalę żebyście wiedzieli z jakim skarbem macie do czynienia i jaki blask Was powinien oślepiać...
Dobra bo jak się rozpędzę to do jutra nie skończę:P

Aaaaa i dziękuje wszystkim jeszcze raz za życzenia baaaaardzo mocno. Sms-owe, telefoniczne, mailowe i wpisy na facebooku. To miłe, że ktoś tam jeszcze o mnie pamięta:) Jeszcze raz dzięki!!


1 komentarz:

  1. Jak to wracasz do Rumunii ??!!! A co z miejscami bliskimi Twemu sercu ???!!! Co z wylegiwaniem się w (na)Sofie ??? Ed.

    OdpowiedzUsuń