Wyjścia są dwa:
1. albo czytają mnie tylko 3 osoby (na marginesie tyle dostałam ponagleń od ostatniego posta)
2. albo już wszyscy o mnie zapomnieli i mają głęboko w czterech literach czy pisze czy nie
Nie wiem co gorsze…
Po chwili zastanowienia doszłam jednak do wniosku że najlepszym rozwiązaniem będzie tak czy inaczej się odezwać bo:
W przypadku 1
Mamy czasy kryzysu i każda sztuka jest na wagę złota więc nie będę grymasić że tylko 3 i powiem AŻ 3, oraz będę się troszczyć jak o skarb najcenniejszy
W przypadku 2
Jak zapomnieli to trzeba przypomnieć i to z przytupem!!! Jeśli myślicie że oddam moje biureczko w strategicznym rogu bez walki to chyba mnie nie doceniacie!!!
:)
Jak wspomniałam poprzednio ten weekend spędziłam stacjonarnie w Bukareszcie. W sumie nie do końca stacjonarnie, bo zwiedziłam kilka miejsc, może nie do końca związanych z historią kraju ale myślę że równie interesujących.
Zrealizowałam zatem podpunkt 5 mojego planu i wybrałam się zakosztować trochę nocnego życia Bukaresztu. Na chwilę obecną nie wypuszczałam się zbyt daleko, a jako że mieszkam w centrum lokali mam do wyboru do koloru:) Na razie jak każdy typowy drapieżnik, który znalazł nowe legowisko zaznaczam i rozpoznaje areał wokół domu:) Choć myślę że zaostrzyłam sobie tylko tym apetyt i wkrótce rozszerzę obszar i wyruszę na poszukiwania nowych terenów łowieckich:P
Muszę przyznać sprawiedliwie, że kluby w Bukareszcie prezentują bardzo wysoki poziom i myślę że nie odstają absolutnie od innych europejskich stolic. Nawet najbardziej wybredny imprezowicz znajdzie tu coś dla siebie. Ja oczywiście liznęłam zaledwie ułamek tego co to miasto ma do zaoferowania ale wygląda to obiecująco:) Zdążyłam na chwilę obecną obejrzeć ze 4 kluby z bardzo różną muzyką i nawet jeden lokal z muzyką na żywo, w którym jak mniemam jakaś lokalny zespół grał covery światowych przebojów rocka punka itp. Nawet postanowiłam się poświęcić i przyburaczyłam wyciągając telefon żeby zarejestrować i pokazać chociaż kawałek:) Miejmy nadzieje że udało mi się przykleić to video do posta. Przepraszam za jakość jeszcze nie zaznajomiłam się do końca z telefonem i jego możliwościami:)
Jest jeszcze jeden istotny powód dla którego można czerpać bez ograniczeń z dobrodziejstw, które to miasto ma do zaoferowania nocą, a mianowicie koszt taksówek. I znów wracamy do mojego ulubionego wątku transportu… Nie wiem może jakieś muzeum kolejnictwa i rozwoju koła byłoby miejscem w którym mogłabym się realizować z pełnym poświęceniem. Ale wracając do taksówek - są aż niemoralnie tanie. Nie pamiętam kiedy przejeżdżając pół miasta zapłaciłam 7,60. Jeśli mam być precyzyjna to cena za kilometr w Bukareszcie wynosi 1,29 PLN. Można oczywiście zamówić telefonicznie ale wystarczy zamachać łapką na ulicy - wszystkie są żółte i oznaczone. Nikt nikogo nie kantuje, włączają grzecznie licznik.
Jak już zaczęłam o cenach to może warto coś więcej w tym temacie.
Ogólnie czasy kiedy Rumunia była ogonem krajów europejskich minęły już myślę bezpowrotnie. Jest oczywiście jeszcze różnica w porównaniu do największych stolic europejskich typu Paryż czy Londyn, choć też nie ze wszystkim.
Pewnie mogłabym bardzo długo na ten temat więc wypunktuje tylko najważniejsze na wypadek, gdyby niektórzy chcieli zwiedzić Rumunie.
1. Sklepy spożywcze - mniej więcej ceny podobne do polskich. Niektóre spośród towarów tańsze, niektóre droższe - ogólnie bilans wychodzi 1:1
2. Restauracje, bary - tu jest trochę większy problem. W Bukareszcie ciężko jest znaleźć restauracje tzw średniej półki. Są albo bardzo drogie zlokalizowane najczęściej przy głównych deptakach lub drogich hotelach i tu cena za obiad nie zejdzie poniżej 70-80pln albo hamburgery, kebaby na ulicy prosto z okienka. Niestety żeby zjeść lunch czy obiad w rozsądnej cenie trzeba się długo naszukać, albo mieć dobrych informatorów:) Ja obliczyłam że takich w Bukareszcie będzie nie więcej niż 10% niestety (lokali nie informatorów naturalnie)
3. Ciuchy, mój kolejny ulubiony temat:):):) niestety te markowe o jakieś 20-30% droższe nawet niż w Polsce. Nie wchodziłam oczywiście wszędzie zajrzałam do Zary, Mango, Levis'a oraz do perfumerii tak żeby sobie wyrobić pogląd i jak wspomniałam rozczarowanie spore. Nawet znów postanowiłam podręczyć pytaniami koleżanki w pracy (jak im dałam trochę odpocząć) i dowiedziałam się że rzeczywiście tak jest. Niektórzy nawet lecą na patent, zbierają kasę i raz do roku jeżdżą sobie na zakupy do Wiednia!!!! Bo tam taniej można się ubrać… Naturalnie można się zapuścić z impetem wgłąb w jakieś bardziej oddalone dzielnice gdzie są sklepy "No Name" albo nawet targi itp. I tu rzeczywiście ceny odbiegają od tych wyśrubowanych, co do jakości to nie wypróbowałam więc nie wiem:)
4. Kluby, puby - całe szczęście cenią się na razie jeszcze trochę taniej niż w Polsce. Za piwo ok 6-7zł, drink to koszt 20-25zł
Z grubsza to tyle jeśli chodzi o ceny.
Jeszcze może jedna ciekawostka, która może zainteresować tych z zacięciem do ekonomii. Ja byłam szczerze zaskoczona. Bardzo wiele cen w Rumunii jest podawana już w Euro. Praktycznie wszystkie firmy usługowe podpisują z klientami umowy ze stawkami w tej walucie. Przykładowo z mojego podwórka abonamenty, oraz cały cennik telefonów w Orange oraz u pozostałych dostawców telefonii, podobnie firmy dostarczające telewizję, ubezpieczenia, biura podróży, hotele. Wszystko wyłącznie w euro. Mieszkania też są wyceniane i sprzedawane w tej walucie. Z punktu widzenia dostarczyciela to opłacalny manewr, ponieważ wysokość przychodów (najczęściej uzależniona od kursu) pozostaje na niezmienionym poziomie. Najbardziej uderza to oczywiście w tych na końcu łańcucha pokarmowego, bo o ile ceny są w euro to pensje dalej pozostają w lejach. Rezultat jest więc najczęściej taki że za rachunki z miesiąca na miesiąc płaci się coraz więcej (euro w stosunku do leja raczej ma tendencje wzrostową) przy nie zmienionym stanie dochodów...
Ok myślę że skończę zanudzać na dzisiaj:)
Chciałam jedynie dodać do listy dokonań z zeszłego tygodnia kolejny punkt, a mianowicie taki że dogadałam się bankomatem. Nie mówię, że nie bez pewnej obawy podeszłam do tej dyskusji, ale jak się okazało bezpodstawnie. Grzecznie się mnie na wstępie zapytał czy wolę po angielsku a dalej poszło już gładko.
No i mam jeszcze jeden porażający sukces - dzisiaj wchodząc do metra pewien starszy Pan pod rękę z Panią skierował w moją stronę pytanie czy "metro jedzie do Piata Romana". Naturalnie nie jestem pewna czy czy tak brzmiało pełne pytanie ale zrozumiałam Piata Romana - to ta stacja dla lubiących ekstremalne przeżycia o ile pamiętacie. I nawet z pełnym uśmiechem kiwnęłam głową i powiedziałam "da". W Panu nawet nie zakiełkowało podejrzenie że trafił jak kulą w płot i z precyzją snajpera zapytał najmniej właściwą osobę, jaką mógł. Tym większa byłą moja radość, że skoro miejscowi już uważają mnie za godną kierowania pytań w miejscowym narzeczu, a ja jestem w stanie nawet w tym narzeczu oddukać im jedno słowo, i jeszcze wierzą w to co powiedziałam - znaczy proces ASYMILACJI wszedł w fazę drugą.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Wszystko wskazuje na to, że "zrumuniejesz" tak szybko, że na Boże Narodzenie przyjedziesz do domu w styczniu...
OdpowiedzUsuńja osobiście czytam, nie żeby po 2 razy czy tam codziennie, ale zawsze - także proszę bez takich!
OdpowiedzUsuńco do biureczka w rogu to bym się zastanawiała czy na 100% sie utrzyma - dochodzą mnie informacje od życzliwych, że znowu dołączyły do nas nowe osoby z nowego departamentu i że znowu jest plan posadzenia nas przynajmniej na tym samym piętrze - chyba w myśl zasady "w kupie raźniej" :)
OdpowiedzUsuńPaulina
Jak nie będzie nic o bzykaniu to nie będę czytał może byś znalazła jakieś nowe ciacho i zaczęła pisać ciekawsze rzeczy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
I od dzisiaj przesiadam się do biureczka w rogu.
Ja czekam z utęsknieniem na każdy nowy post ( moje ulubione "Esseje o transporcie" ), czytam i płaczę - ze śmiechu na szczęście! Biorąc pod uwagę sugestie ( narzekania )autora, postanowiłam dziś powiększyć grono komentatorów!Czekam na ciąg...dalszy "Przypowieści rumuńskich" Karo.
OdpowiedzUsuńCałuję. Edyta