wtorek, 27 października 2009

To się nazywa doping:)

Mogę powiedzieć że czuje się zmotywowana!!! Skoro nawet twierdzicie że nie przynudzam z tym transportem to mam w bonusie dzisiaj kilka fotek.
Pewnie niektórzy (bardziej pilni) pamiętają jak wspominałam o ścieżkach rowerowych w Bukareszcie. Moje zdziwienie wysoką jakością oraz przede wszystkim faktem jak bardzo rozwinięta jest "sieć" ścieżek dla miłośników dwóch kółeczek napędzanych siłą mięśni.
Żeby nie było tylko że każde porównanie z Polską wychodzi na niekorzyść to proszę jak można się postarać:Oczywiście zdarzają się i innowacyjne rozwiązania techniczne. Przykładowo nagle pasy rowerowe biegną dokładnie środkiem chodnika, zajmując jakieś jego 90%. W sumie co tam piesi ważne że rowerzysta ma miejsce. Bywa i tak, że nagle ścieżka się kończy i nie wiadomo czy porzucić rower i iść dalej na piechotę, albo prowadzi wprost na środek ruchliwego ronda. Jeśli ktoś liczy na to że jakikolwiek kierowca tutaj się zatrzyma i wpuści to lepiej niech przestanie żyć złudzeniami. Piesi generalnie dla zmotoryzowanych nie istnieją, a pasy na ulicach znajdują się tam jedynie dla ozdoby. Rowerzyści zatem są jedynie przeszkodą i nikt dobrowolnie się nie zatrzyma. No chyba że mu się przed chwilą na przykład dziecko urodziło i jest w stanie euforii...

Autorzy nawet potrafią pokazać że mają wyobraźnie i rysując pasy skrzętnie omijają wszelkie przeszkody, na których rowerzysta mógłby sobie zrobić krzywdę.


Znając naszą myśl techniczną myślę że w Polsce nikt by sobie nawet nie zadał trudu żeby coś takiego ominąć. Mogę sobie dokładnie zwizualizować każdą latarnie znajdującą się na środku pasa rowerowego...
Tutaj nawet się troszczą żeby rowerzystom nie stałą się krzywda na nierównościach - prosze jak można ominąć studzienkę...


Reasumując - przy odrobinie chęci jak widać da się w cywilizowanym mieście pomyśleć o każdym uczestniku ruchu. Chociaż z drugiej strony oni nie mają "bardziej pilnych" inwestycji do zrealizowania, jak chociażby druga nitka metra - mają całe cztery więc mogli na luzie zająć się ścieżkami...
Boli tylko jeden drobny szczegół - TU PRAWIE NIKT NIE JEŹDZI NA ROWERZE...

Aaaa zapomniałabym - kolego J. jak kolega myśli, że brak podpisu pod niewybrednym komentarzem stanowić będzie dostateczny kamuflaż i ja się nie zetnę kto jest autorem - to kolega nie docenia mojej inteligencji. Na razie ostrzeżenie ale jak się to powtórzy to sobie z szanowną małżonką "podyskutuje" :)
A od mojego biureczka to wara - uwaga naplułam na wszelki wypadek i nie powiem gdzie:P

2 komentarze:

  1. Kiedy Ty te zdjęcia robisz? To jest niedzielne popołudnie? Gdzie są LUDZIE!!??!!??

    OdpowiedzUsuń
  2. rzeczywiście to była niedziela:)
    poza tym celowo czekam aż mi ludzie wyjdą z kadru:P

    OdpowiedzUsuń