Dziś miałam okazję w drugą stronę (z angielskiego na polski) zobaczyć przykład korzystania z takiego narzędzia jakim jest translator. Otrzymałam zaproszenie na Facebooku na pewne wydarzenie w dwóch wersjach angielskiej oraz polskiej. Oprócz przekładu zdania, które po polsku zwyczajnie nie ma sensu, najbardziej podobał mi się dopisek na końcu. Dodam że dopiero po 30 sekundach zajarzyłam o co chodzi.
Usunęłam wszystkie nazwy własne - nie jest moim zamiarem nikogo obrazić ani wyszydzić.
Na dowód tego chciałam zgłosić wniosek racjonalizatorski żeby w Polsce zamiast obco brzmiących nazw zacząć używać własnego języka i moja propozycja dla "door selection", lekko spreparowana i zmodyfikowana w stosunku do translatora brzmi "wybór u drzwi"
:)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz