czwartek, 5 listopada 2009

Gość w dom...?!

Tak to moi kochani my się bawić nie będziemy... To ja w dobrej wierze otwieram przed Wami podwoje i co dostaje w zamian??!! Muszę chyba przemyśleć ponownie wszystkie zaproszenia, które wystosowałam, bo taka sytuacja jest niedopuszczalna. Do momentu jak Kasia z Piotrem nie pojawili się w Rumunii była piękna pogoda, około 15 stopni, momentami nawet słonecznie. Z chwilą jak tylko przekroczyli granicę zaczęło wiać niemiłosiernie a temperatura spadła drastycznie. Ostatnie dni były obfite w opady deszczu, zimne i nieprzyjemne. Początkowo nie zwróciłam na to uwagi i przypisałam warunki atmosferyczne do pory roku jaką obecnie mamy. Jednak jak tylko goście znaleźli się za rogatkami miasta momentalnie przestało lać, a dzisiaj jest 7 stopni więcej w stosunku do wczorajszego dnia. Mało tego na weekend zapowiadane jest 15-20 stopni co dziwnym trafem zbiega się z momentem całkowitego opuszczenia Rumunii przez gości, którzy obecnie zwiedzają Transylwanie. Kochani, taka sytuacja jest skandaliczna i jeśli będziecie się tak zachowywać to zamknę dom na cztery spusty, na wjeździe do Bukaresztu ustawię kolczatkę i nawet posunę się do totalnej perfidii zawiadamiając wszystkie lotniska że jesteście zainfekowani świńską grypą. I myślę, że nikt nie będzie miał do mnie pretensji o taką posunięcia, jeżeli takie haniebne występki będą się z Waszej strony powtarzać. Co więcej znajdę sobie kolegów w Zimbabwe albo Ugandzie, oni na pewno okażą większą wdzięczność.

Z innej beczki.
Jeszcze walczę ze zdjęciami z weekendu, myślę że do dwóch dni opublikuje i napiszę trochę o wycieczce, która była bardzo interesująca.
A że dawno nie było nic o transporcie :P a wiem że "uwielbiacie" ten temat to mam kilka fotek, bo myślę że czas niektórych uświadomić. Jeśli wydaje Wam się, że wiecie wszystko o korkach i Warszawa jest zatłoczona to myślę że czas najwyższy pozbawić Was złudzeń. Tutaj korki zaczynają się tworzyć po 6 rano i trwają niepodzielnie do 19-20.
Zdjęcie zrobione ok 6.20 z okna. Przypominam że mieszkam w centrum a ulica na fotografii prowadzi na północ do "zaplecza biurowego" Bukaresztu.

Rumunii to taki trochę dziwny naród pod względem niektórych nawyków i zachowań. Tutaj jeśli ktoś się "dorobi" samochodu to nie ma żadnej siły ziemskiej ani nadprzyrodzonej, która go z niego wyciągnie. Nie straszne mu będzie nawet stanie po 2 godziny w korkach. Nie straszny mu wzrastający z minuty na minute poziom adrenaliny, ani stan irytacji w stosunku do innych uczestników ruchu, którzy do uprzejmych nie należą. Nie zniechęci go również fakt kolejnych 30 minut zmarnowanych na poszukiwanie miejsca parkingowego. To wszystko drobne wyrzeczenia w zestawieniu z rezygnacją możliwości rozkoszowania się jazdą z "rozwianym włosem" własnym środkiem lokomocji...
Z drugiej strony w metrze też jest prawdziwa szkoła przetrwania. I już kilkakrotnie mi się zdarzyło, że musiałam przepuścić ze dwa pociągi zanim wepchnęłam się do następnego.

Na taki tłum wypracowałam sobie taktykę "z prądem" czyli trzeba zająć strategiczną pozycję jak najbliżej brzegu peronu i dać się porwać fali. Można jeszcze próbować wsiąść w metro jadące w przeciwnym kierunku i wbić się do wagonu na wcześniejszej stacji, która jest trochę luźniejsza, ale to wersja dla zaawansowanych.
Jest jeszcze jeden problem z poruszaniem się w metrze, związany z nawykami cywilizacyjnymi, które tutaj jeszcze nie dotarły. Zatem jak wysypuje się z metra tłum, wszyscy udają się do góry całą szerokością schodów. Reguła prawej strony tu nie obowiązuje i dosłownie cała fala zwartą masą przemieszcza się w kierunku wyjścia. Jeśli na nieszczęście pasażer, który akurat chce znaleźć się na peronie, znajduje się na górze schodów, to lepiej żeby przeczekał. Może w tym czasie na przykład wpatrywać się z nostalgią w odjeżdżający pociąg. To lepsze nić próba sforsowania schodów, ponieważ zderzenie z tłumem porwie go z siłą wodospadu w dokładnie przeciwny kierunek. Na schodach ruchomych też wszyscy stoją dokładnie na całej szerokości, a coś takiego jak "szybki pas" po lewej stronie nie istnieje, nawet pomimo rysunków objaśniających mechanizm.
Przy zdrowych zmysłach podtrzymuje mnie jedynie świadomość, że to tymczasowa niedogodność i za kilka tygodni wrócę do naszej wspaniałej cywilizowanej Polski. Inaczej zaczęłabym wyć i rwać włosy z głowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz