środa, 18 listopada 2009

to nie koniec

przepychanek ciąg dalszy niestety
Podobnie jak wczoraj dzisiaj metro również nie ruszyło. Różnica jest tylko taka, że ludzie nauczeni doświadczeniem z poprzedniego dnia wyruszyli z domów z zapasem. W efekcie Bukareszt zakorkował się już przed 6 rano. Dla wszystkich bez wyobraźni zamieszczam bardziej plastyczne obrazy znalezione na youtube http://www.youtube.com/watch?v=7yQRGSguwOM&feature=player_embedded

Poza tym u mnie wszystko ok... Prawie... Nie mam wody w łazience... Od wczoraj... I to nie jest zabawne, przynajmniej nie w moich oczach. A miało być 24 hour hot water a jest posucha...
Jakaś awaria podobno:( i usuwają, ale jak im to idzie tak jak polskim "fachowcom" to może pod koniec tygodnia bedę miała wodę... Naturalnie zrobiłam aferę, przy okazji podkładając świnie administratorowi tutaj w Rumunii. Nie odbierał ode mnie telefonów ani nie odpowiadał na smsy, więc zadzwoniłam w końcu do centrali do Londynu. Pan na hotlinie próbował mi pomóc i nawet zasugerował żebym udała się na "recepcje" budynku zapytać o co chodzi i muszę powiedzieć że nawet mnie tym rozbawił. Jeszcze bardziej sie śmiałam jak mu tłumaczyłam że tutaj w nie ma czegoś takiego jak "recepcja" w budynkach mieszkalnych a już na pewno nie ma dyżurującego "24 hour service". Cisza w słuchawce była do tego stopnia wymowna że mogłam sobie zwizualizować jego zbaraniałą minę. Doszedł do wniosku ze się skontaktuje z przełożonym i oddzwoni. Oddzwonił owszem ale widocznie nic nie uradzili, bo powiedział że biuro w Rumunii pracuje od rana i chyba będę zmuszona poczekać. Zrobiłam sobie w rezultacie dzień dziecka i poszłam spać brudna licząc że do rana problem się rozwiąże. Nie rozwiązał się. Rano dalej nie było wody w łazience, była jedynie w kuchni. Osobiście wolałabym dokładnie odwrotną sytuację, i nawet nie robiłabym z tego powodu zamieszania, jako że kuchnia w moim przypadku jest pomieszczeniem średnio przydatnym w codziennym życiu. Oszczędzę plastycznych opisów sztuk cyrkowych jakie wyczyniałam biegając z garnkami i czajnikami na zmianę z kuchni do łazienki, próbując jednak prowizorycznie się umyć. Mycie włosów sobie podarowałam, bo to już by chyba wymagało ekwilibrystyki w moim przypadku. Mam nadzieję, że już dzisiaj zacznie lecieć, bo w przeciwnym przypadku koledzy w pracy jednak chyba zaczną używać maseczek... dzwoniła niedawno nawet Pani z "jukej" powiedzieć że o mnie pamiętają i usiłują "solve the problem" i żebym nie "worry" bo jak tylko się dowiedzą o co chodzi to "let me know". Dla ich własnego dobra życze żeby oni "succeeded" bo im zrobie "mortal combat"...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz