Wszystkim, którzy tak bardzo współczuli mi kiedy musiałam pracować 11 listopada chciałam jeszcze raz bardzo podziękować i jednocześnie wyrazić również swoje wielkie wyrazy ubolewania, że będziecie siedzieć w pracy podczas gdy ja będę korzystać z uroków wolnych dni:)
Dla odmiany 1 grudnia w Rumunii przypada święto narodowe. W tym roku przypada ono we wtorek, a że mój szef chyba miał dzień dobroci dla zwierząt, to dostałam w gratisie wolny poniedziałek. Ha!!
Co prawda i tak mało na wszystko co chciałabym zobaczyć, ale darowanemu koniowi... Tym razem mam ambitny plan:
a) zwiedzić główne miasta Siedmiogrodu - jest ich siedem jak się nietrudno domyślić
b) zobaczyć po drodze pozostałe zamki i miejsca związane z Drakulą
c) przejechać się trasą transfogarską, a przynajmniej kawałkiem bo częściowo zamknięta zimą
Dużo jak na 4 dni, ale jestem też lepiej przygotowana. Postanowiłam na razie zakończyć moją przygodę ze środkami komunikacji i wynajęłam samochodzik - małego chevrolecika ale dla mnie wystarczy, byle się dokulał tam i z powrotem.
Z terminem to też strzał w dziesiątkę ponieważ zbiega się on dodatkowo z Andrzejkami, które tutaj obchodzi się dwa dni 29 i 30 listopada. Zasadniczo 29 to "wigilia" św Andrzeja nazywana tutaj "nocą wampirów". Według ludowych wierzeń tej nocy wampiry wychodzą na ulicę, toczą bójki, tańczą i ogólnie wszędzie ich pełno:) Dla celów ochronnych wiesza się w oknach i drzwiach czosnek, często spleciony na kształt krzyża. Trzeba też jeść duże ilości czosnku, bo wampiry tak czy inaczej podchodzą do domów. Próbują się dostać do środka i "oczarować" mieszkańców pytając czy jedli czosnek. Absolutnie nie można się wdawać w dyskusje z wampirami bo można od tego ogłuchnąć... Do tego wszystkiego jest jeszcze wielka feta, która się zwie "konduktem czosnku", o ile dobrze zrozumiałam. Młode dziewczyny przynoszą każda po 3 główki czosnku, które są wkładane do dzbana, dzbanów później pilnują do rana starsze panie a młodzież baluje do świtu:). Podobno w głębi kraju jest obchodzony dość "hucznie" więc myślę że wrażeń mi nie braknie. Andrzejki czyli 30 listopada też tutaj nie do końca wyglądają tak jak u nas. Żeby była równowaga to ten dzień jest dniem poświęcony wilkom, a właściwie ochrony przeciw nim jako że św Andrzej był właśnie patronem tych zwierząt a teraz chroni ludzi przed atakami wilków, wilkołaków itp. Dokładnie się nie dowiedziałam jak przebiega cały proces, zobaczę w praktyce ale coś tam robią z solą. Ponadto nie można w ten dzień ani myć włosów ani się czesać:) Zatem myślę że czeka mnie weekend pełen wrażeń.
Żałuje tylko że nie będzie mnie 1 grudnia w Bukareszcie, bo przewidziana jest parada wojsk. No ale sklonować się nie potrafię. Z drugiej strony próbkę widziałam jako że od dwóch dni lata nam nad głową mnóstwo hałaśliwych obiektów ze skrzydłami i śmigłami ćwicząc manewry. Nie znam się, nie wiem co to, w każdym razie lata nisko i robi dużo huku. Z resztą za pierwszym razem to prawie zawału dostałam, siedząc akurat na zebraniu, jak z wielkim hukiem coś przeleciało kilkaset metrów nad budynkiem - nie wiedziałam czy się rzucać pod biurko, modlić, czy wysyłać smsy pożegnalne. Chyba musieli dostrzec przerażenie na mojej twarzy, bo dyrektor nawet przerwał wnikliwy wywód na temat wskaźników i wystąpił z zapewnieniami "że mam się nie bać to tylko MIGi ćwiczą przed paradą"
Życzę zatem zabawowych Andrzejek i miłej pracy w przyszłym tygodniu. Odezwę się w środę no chyba ze mnie wcześniej pogryzie jakiś wampir, ogłuchnę lub zaatakuje wilkołak...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz