piątek, 9 października 2009

Wątek mieszkaniowy

Siedzę sobie spokojnie dzisiaj po południu w domu a tu nagle pukanie do drzwi. Najpierw ogarnęła mnie panika - tysiąc obrazów przeleciało mi przez głowę typu: zalałam sąsiada, za głośna muzyka, zebranie lokatorów itp. Żadna z tych opcji nie była mi przyjemną po namyśle jednak zdecydowałam się otworzyć. Kamień spadł mi z serca bo za drzwiami stał Pan administrator, tudzież zarządca, który pomagał mi się wprowadzić i udzielał wskazówek. Jak się okazało Pan przyszedł i przyniósł czyste ręczniki - podobnie jak te poprzednie "100% cotton towels" i również czyste 100% cotton sheets". Trochę się zdziwiłam bo powiem szczerze myślałam raczej że to już moja sprawa i żeby przywrócić czystość istniejącym ręcznikom będę musiała użyć pralki. Otóż nie moi mili, Pan mnie oświecił że będę miała stałe dostawy, mało tego 2 razy w tygodniu przysługuje mi Pani, która przyjdzie posprzątać:):):) I tu zaczął się giąć w ukłonach przepraszając jednocześnie że jej nie było w tym tygodniu, i on niejako w zastępstwie, bo ona ma wolne, ale już na pewno w przysżłym tygodniu przyjdzie. Zaoferował się nawet że zmieni pościel ale powiedziałam że dam sobie z tym radę:)
W każdym razie to miłe niespodzianka że przez 3 miesiące ktoś mi będzie sprzątał:)

Jak już jesteśmy przy temacie lokalowym to może powiem coś więcej. Mieszkanie jest zasadniczo bardzo fajne, z resztą większość z Was widziała zdjęcia przed moim wyjazdem. Wyremontowane, z pełnym wyposażeniem i klimatyzacją zarówno w salonie jak i sypialni - nie mam z zasadzie zastrzeżeń. Natomiast sam budynek to pamięta chyba jeszcze czasy Ceausescu, i to bardzo wczesne...
Co zasługuje na szczególną uwagę to windy - a jako że mieszkam na 6 piętrze jestem niejako zmuszona ich używać. Taki model to w Polsce chyba tylko w muzeum techniki można spotkać. Klaustrofobiczna - max 2 osoby i nie ma czym oddychać, do tego drewniane drzwiczki, które samemu się zamyka od wewnątrz. Ok idę zrobić fote bo tego się nie da opisać.

Zdjęcie od zewnątrz
I od środka
Niestety dalej do tyłu już nie byłam się w stanie odsunąć żeby objąć szersze spektrum:(
To nie koniec jeszcze. Sam wygląd to niewiele w porównaniu z wyczynami owych wind.
Otóż ujmijmy to tak, że nie do końca reagują na polecenia podróżnych, ewentualnie mają swoją wizję trasy. Przykładowo: zjeżdżając dziś rano nie dowiozła mnie na parter tylko zatrzymała się na drugim. Po ponownym naciśnięciu guzika dowiozła mnie do "pół parteru" po czym ponownie wróciła na drugie. Byłam zmuszona resztę trasy pokonać schodami. Z resztą już nie pierwszy raz - generalnie jakieś 60% kursów dowozi mnie na dół, pozostała część jest zawsze wielką niewiadomą.
Mają również jeszcze jedną specyficzną cechę, o której dowiedziałam się przypadkowo wsiadając jednocześnie z sąsiadką. Wyglądało to mniej więcej tak że wsiadłam, nacisnęłam guzik a Pani wchodzi za mną i pyta się na które jadę. Mówię: "na szóste i już nacisnęłam, dziękuje" na co Pani odpowiada że ona na piąte ale w takim razie pojedzie ze mną na szóste i zjedzie w dół. Pytam czy nie może nacisnąć piątki również, nawet wyciągnęłam rękę do guzików ale zostałam głośno oprotestowana, więc cofnęłam z powrotem. Musiałam mieć bardzo osłupiały wyraz twarzy bo Pani od razu wytłumaczyła mi, że windy nie reagują tutaj jak mają więcej niż jedno polecenie. Zatem wchodząc do windy z innymi osobami trzeba najpierw uściślić kto i na które jedzie, i pierwszy naciska ten kto ma najbliżej, dopiero na miejscu następny w kolejności naciska swój guziczek.
Cywilizacja...

No i żeby wątek lokalowy wyczerpać do końca - przynajmniej na razie, bo nigdy nie wiadomo co mnie jeszcze czeka, to opowiem o wodzie:)
Tak czułam w kościach że będzie prędzej czy później jakaś wajacha z ta wodą.
Nie, nie cieszcie się - ta "24 hour hot water" jest nadal, nawet powiem aż za bardzo "hot". Wszystko byłoby w porządku gdyby ta "cold" nie świrowała dla odmiany. Przez cztery dni było ok, można było sobie wyregulować odpowiednią temperaturę, aż tu nagle wczoraj puszczam natrysk a tu wyłącznie wrzątek leci. Niestety kręcenie kurkiem w kierunku zimnej wody kończyło się tym że przestawała lecieć zupełnie. Po 15 minutach prób i walki z wrzątkiem doszłam do wniosku że sprawdzę w taki razie w umywalce. Odkręcam - zimna jest, no to ponowiłam próbę pod natryskiem. Niestety znów to samo - tylko wrzątek, zimnej brak. Próbuje w umywalce ponownie w takim razie, zupełnie przez przypadek zostawiając odkręconą pod prysznicem. I co? Okazuje się że po puszczeniu wody w umywalce zaczyna lecieć zimna również pod prysznicem. Zakręcam - przestaje lecieć. Odkręcam znów jest:) Nie wiem czy od strony hydraulicznej jest jakiekolwiek uzasadnienie takiego przypadku, że kran w umywalce ma zasadniczy wpływ na kran pod prysznicem, ale póki jestem w stanie tym "sposobem" osiągnąć pożądaną temperaturę nie będę negowała zjawiska.

Jutro wybieram się na całodzienne zwiedzanie więc myślę że w końcu pojawią się jakieś fotki turystyczne z Bukaresztu - bo już niektórzy mnie ponaglają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz