Jak na międzynarodowe lotnisko przystało i w Bukareszcie taksówki na lotnisku to "mafia". Już w pierwszej sekundzie za bramkami miałam "sympatycznego" Pana koło siebie powtarzającego "need a taxi". Na moje pytanie o cenę usłyszałam "forti, fortifajf juro". Mało mnie z butów nie wyrwało.
Ale jak na "kutą na cztery kopyta" Polkę przystało rozeznałam się szybko w sytuacji i znalazłam taksóweczki, stojące co prawda jakieś 100 metrów od hali przylotów, ale z normalnymi cenami i licznikiem. Wyszło w przeliczeniu 19, a Pan kierowca jeszcze jeszcze po drodze opowiadał mi jak rasowy przewodnik o "monjumentach", które mijamy:)
W sumie to jakby się tak zastanowić to firma zwraca za transfery więc mogłam się nie gimnastykować. Ale jak "program oszczędnościowy" to niech będzie że ja też będę czynną aktywistką.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz