Kilka lat temu jak przeprowadziłam się do Warszawy, pewnie niektórzy z Was pamiętają:) miałam serie dziwnych dokonań typu sklejenie się z ekspresem do kawy..., walka ze szlabanem w garażu podziemnym... czy bliskie potkania z drzwiami obrotowymi... o butach już nie wspomnę
Mam nieodparte wrażenie że historia zatoczyła koło i znowu zaczynają się mnie trzymać przypadki niepożądane.
Dzisiaj rano na stacji metra wchodząc do piekarni tak zaaferowałam się dolatującymi do mnie zapachami, że nie zarejestrowałam wystającego progu. W następnych 3 sekundach wyłożyłam się płynnym ruchem ludziom pod nogi jednocześnie wyskakując z buta. Naturalnie wszyscy obecni rzucili się mnie ratować i zbierać. Do tego coś tam mówili do mnie - mniemam że były to pytania czy nic mi się nie stało. Musiałam mieć niezwykle tępy wyraz twarzy bo jeszcze zanim wydukałam że nie rozumiem przeszli na bardziej cywilizowany język.
Siniaka mam na pół kolana do tego musiałam jakoś dziwnie wyszarpać się z tych szpilek bo oderwałam pół podeszwy od reszty buta. Dzień w pracy spędziłam klapiąc podeszwą. Dobrze że mają wykładziny to nie było słychać...
Bilans - buty poleciały na śmietnik i mam spaloną piekarnie - bo wstyd się pokazać po takim entree:(
W pracy ruszyło pełną parą do przodu.
1. Dostałam laptopa ok 13 i nawet założyli mi adres mailowy, ale... nie mam dostępu do internetu:) mam dostać jutro...
2. Komórka przyszła a właściwie aparat bo SIM leży w akceptacji:) mam dostać jutro...
3. Dostałam identyfikator, i działa co dziwne. Mogę w rezultacie poruszać się samodzielnie po budynku.
4. Poprosiłam o jakiś zeszycik żeby móc robić notatki na spotkaniach z szefem - dowiedziałam się że mogę na razie używać kartek z drukarki o zeszycik wystąpią. Doszłam do wniosku że kupie sama...
Postanowiłam zaprzyjaźnić się powoli z lokalnymi trunkami:) Stwierdziłam ze zacznę od piwa - spędziłam chwilę przy półce w markecie i wybrałam na razie takie którego nazwa chociaż brzmiała znajomo:
P.S. Ciepła woda nadal jest

Nieustająco podlecem w takich sytuacjach pomysł z jednej z książek Woody Allena. Należy przychodzić codziennie o tej samej godzinie do piekarni i tak samo spektakularnie wywijać orła. Wtedy za tydzień być może znajdziesz naśladowców. Kto wie, może nawet Barack Obama odbierając nobla za niewiadomoco (że Czarny? że nie Bush? że nie zaatakuje Iranu?) postanowi wywalić "rumuńskiego orła".
OdpowiedzUsuń