środa, 7 października 2009

Bilans trzeciego dnia

Formalności proceduralne w pracy przybierają pożądany kierunek. Pewnie niektórzy z Was już zarejestrowali że po 3 dniach w pracy:
1. mam dostęp do internetu
2. nowy służbowy adres mailowy
spektakularny sukces jak na firmę telekomunikacyjną o międzynarodowej renomie;)
3. dostałam komórkę - połowiczny sukces bo bez karty SIM (jeszcze się procesuje), ale podotykać juz sobie mogłam:)

Z osobistych dokonań mogę się pochwalić że wykonałam nawet dzisiaj swój pierwszy telefon w pracy:):):) Co prawda do Pana na helpdesku z prośbą o zainstalowanie firefoxa - ale ujmijmy to tak że przynajmniej jeden przedmiot na moim biurku zaczął spełniać swoją funkcję.
Nota bene instalacja zakończona sukcesem i nawet załatwiona od ręki.
Do kolejnych wyczynów, które również można poczytać za osobisty sukces jest fakt że miałam dziś tylko dwie próby zanim trafiłam do właściwego wyjścia w plątaninie korytarzy w metrze. Statystki poprzednich dwóch dni są dwukrotnie gorsze i kończyły się zwykle tym że obchodziłam cały plac dookoła, zaliczając kilka świateł. Z tego prostego rachunku wychodzi mi że już jutro powinnam mieć 100% celność we właściwy korytarz.
Wynik chyba się mieści w normie chociaż inteligencją pewnie nie prześcignę szczura, który jak słyszałam, raz poznawszy właściwą drogę nigdy się nie gubi...

Aaaaa dla tych wszystkich, którzy wątpili w moje opowieści i myślą że zmyślam przynajmniej część, zamieszczam zdjęcie billboardu z jednego z przejść w metrze. Na marginesie moja tendencja do gubienia się na coś się przydała. Zdjęcie owo należy do cyklu "Visit Poland" o którym opowiadałam wcześniej i jest wyraźnym dowodem na to że mówie prawdę:)

Napis, z tego co się dowiedziałam głosi "My zaczęliśmy Wy skończyliście" czy coś w ten deseń. Podobno chodzi o to że obalenie komunizmu zaczęło się w Polsce a skończyło w Rumunii. Kampania przygotowana przez Intitutul Polonez adres jest na plakacie widać w powiększeniu www.getyouip.ro. Filmiku z Nową Hutą w roli głównej nie znalazłam ale ciężko mi się nawiguje po rumuńsku jeszcze:)
To "papa romana" to niszczycielska działalność lokalnych obywateli z marginesu. Niestety żeby usunąć ze zdjęcia musiałabym albo umyć im witrynę albo zrobić lifting w Photoshopie. Pierwsze jakoś średnio mi leży (chyba że będziecie nalegać) drugiego nie znam, zatem zostawiam w oryginalnej wersji z "dodatkami".

Z ciekawostek dowiedziałam się również dzisiaj że ów lokalny trunek o nazwie "Ursus" wspomniany wczoraj, należy do najlepszych produkowanych w Rumunii. Taki nasz Żywiec dla porównania. Jako degustator wyszłam na ignorantkę finalnie, chociaż celność mam dobrą. Z drugiej strony mam jasność że jako kiper kariery nie zrobię.

1 komentarz:

  1. Fajne jest z tym napisem "Pa pa". A co to znaczy? Tak samo jak po naszemu? :)

    OdpowiedzUsuń